Olek Knitter – chojniczanin. Rocznik 80. Fotoreporter i reporter od 1999 r. Absolwent Studium Fotografii Artystycznej w Gdańsku oraz Policealnej Szkoły Sztuk Pięknych w Bydgoszczy. Laureat i finalista wielu ogólnopolskich konkursów fotograficznych dla zawodowych fotoreporterów (m.in. Grand Prix National Geographic, Leica Street Photo, Konkurs PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego, Grand Press Photo, Polski Konkurs Fotografii Sportowej). Wielokrotny stypendysta Marszałka Województwa Pomorskiego oraz Burmistrza Chojnic w dziedzinie kultury.
Od kilku lat realizuje autorskie projekty fotograficzne. Prowadzi i organizuje spotkania o fotografii. Pełna lista sukcesów i wystaw (tutaj).

Moja fotografia…
Fotografia to dla mnie sztuka obserwacji. Nie uważam się za artystę. Nie tworzę zdjęć – dokumentuję to, co jest wokół mnie. Patrzę, obserwuję i czekam. Wierzę, że fotografia zaczyna się jeszcze zanim nacisnę spust migawki – w uważnym spojrzeniu, wrażliwości na człowieka i umiejętności dostrzeżenia chwili, która za moment bezpowrotnie minie.

Henri Cartier-Bresson mówił, że fotografia jest wynikiem działania oka, mózgu i serca. Właśnie tego staram się trzymać. Fotografowanie jest dla mnie spotkaniem tych trzech elementów – tego, co widzę, tego, co rozumiem, i tego, co czuję.
Szukam tego, co Tomasz Tomaszewski nazywał „uprzywilejowanym momentem”. Nie poluję jednak wyłącznie na wielkie wydarzenia. Przeciwnie – najczęściej znajduję swoje zdjęcia blisko domu, w codzienności, w miejscach, które mijamy bez większej uwagi. Wierzę, że niezwykłość bardzo często ukrywa się w zwyczajności.

Kiedy fotografuję, instynktownie zamykam świat w prostokącie. Nie eksperymentuję dla samego eksperymentowania. Jestem wierny klasycznym cechom fotografii, bo to właśnie w prostocie kadru najczęściej odnajduję harmonię. Nie używam Photoshopa i nie zmieniam rzeczywistości. Chcę, żeby człowiek oglądający moje zdjęcie miał pewność, że widzi prawdę – nie jej poprawioną, upiększoną czy wymyśloną wersję.
Najważniejszy jest dla mnie człowiek. Dlatego staram się z aparatem podchodzić blisko. Blisko emocji, gestów, spojrzeń i sytuacji. Ale paradoksalnie często najciekawsze rzeczy dzieją się nie w centrum wydarzenia, lecz gdzieś obok. Rozglądam się, gdy inni patrzą na scenę. Interesuje mnie to, co dzieje się na jej obrzeżach – małe historie, przypadkowe spotkania, chwile pozornie nieistotne.
Elliott Erwitt mówił o fotografii jako o umiejętności znalezienia czegoś interesującego w zwykłych miejscach podczas zwykłych wydarzeń. To jest mi szczególnie bliskie. Nie potrzebuję niezwykłego miejsca, niezwykłych ludzi ani niezwykłego wydarzenia, żeby zrobić zdjęcie. Potrzebuję jedynie uważności.
Fotografuję przy użyciu prostych środków i staram się pokazywać życie w najprostszych możliwych kadrach. Nie chcę rzeczywistości komplikować. Chcę ją zauważać.

Dlatego fotografia jest dla mnie przede wszystkim sztuką obserwacji. Patrzeniem trochę dłużej niż inni. Zatrzymaniem wzroku tam, gdzie większość przechodzi obojętnie. Dostrzeganiem tego, co dzieje się pomiędzy głównymi wydarzeniami.

I chyba właśnie dlatego najbliższe jest mi zdanie Roberta Bressona: „Fotografując, staraj się pokazać to, czego bez Ciebie nikt by nie zauważył”.

Nie chcę tworzyć świata na nowo. Chcę pokazać ten, który już istnieje – wystarczy tylko uważnie się rozejrzeć.

error: Kopiowanie zabronione!